rok bez kupowania · styl życia

Ile rzeczy tak naprawdę potrzebujemy?

Czy zastanawialiście się kiedykolwiek, ile rzeczy potrzebujemy, żeby nasze codzienne życie było funkcjonalne i nie sprawiało nam problemów? Chodzi mi o taką realną ilość i o przedmioty naprawdę niezbędne.

Potrzbujemy niewiele

Niektórzy minimaliści, m.in. Leo Babauta wyznaczają sobie granicę, której nie przekraczają, bądź do której stopniowo się zbliżają. Może to być 50, 100 czy 200 przedmiotów codziennego użytku. Myślę jednak, że narzucanie szywnych ram na swoją codzienność nie jest tak istotne, jak uświadomienie sobie, że w rzeczywistości potrzebujemy naprawdę niewiele. Mniej niż nam się wydaje…

Mniej znaczy więcej

Za każdym razem przekonuję się o tym podczas krótszych lub dłuższych wyjazdów, pod warunkiem, że niczego nie zapomnę 😉 Na pewno też tego doświadczyliście. Kiedy jest się w innym miejscu i ma się do dyspozycji tylko wyselekcjonowaną ilość ubrań, kosmetyków i akcesoriów, często okazuje się, że jest to ilość wystarczająca. Ba! Nieraz zdajemy sobie sprawę, że spakowaliśmy jednak za dużo, bo w tym lub tamtym nie chodziliśmy, tego kosmetyku nasza skóra w ogóle na sobie nie poczuła, a wystrzałowe sandałki okazały się zbędne, bo prym na wyjeździe wiodły wygodne trampki. Co więcej, w czasie wyjazdu zwykle zapominamy o tym, co zostawiliśmy w domu, a to chyba coś znaczy…

ubrania-krzeslo-eames-wnetrze

Must have? Niekoniecznie…

Zastanówcie się teraz, ile do tej pory zgromadziliście rzeczy, których aktualnie nie używacie. Ja na swojej liście mam na przykład sokowirówkę. Po chwilowym zachwycie i codziennej produkcji świeżych soków z marchewki, jabłek i pomarańczy, doszłam do wniosku, że w kuchni wolę pracować z mikserem dzbankowym, który jest o wiele bardziej funkcjonalny, daje więcej możliwości i jest bardziej pojemny. Szybciej się go myje, a że mam go stale na kuchennym blacie, to i korzystanie z niego jest prostsze, bo nie trzeba go wyjmować, ustawiać, instalować… I co najważniejsze bardziej niż soki lubię owocowo-warzywne koktajle.

krzeslo-eames-stol-kaktus-wnetrze

Bardziej wartościowe

Kolejna sprawa – i uwaga, bo teraz przykład będzie drastyczny. Wyobraźcie sobie, że w waszym domu, mieszkaniu lub pokoju nagle wybucha pożar. Co będziecie ratować w pierwszej kolejności? Siebie i swoje życie czy zgromadzone przedmioty? Każdy trzeźwo myślący człowiek wybierze raczej to pierwsze… a to znaczy, że te wszystkie rzeczy, które przez lata gromadzimy, kompletujemy i dbamy o nie nie mają żadnej wartości, bo najcenniejsze jest nasze zdrowie i życie.

zdrowie-basen-plywanie-hobby

Świadomość, że wystarczy nam to, co mamy, a jednocześnie znajomość  naszych upodobań i przyzwyczajeń  może być naszym największym sprzymierzeńcem podczas zakupów. Nabranie dystansu do rytuału kupowania, któremu ulegamy z powodu reklam, emocji, złego samopoczucia, chęci posiadania tego, co mają inni a my jeszcze nie, może dać Wam taki rodzaj wolności, o jakim do tej pory nawet nie myśleliście, że istnieje. Wmawia nam się przecież, że wypada podążać, a przede wszystkim nadążać  za trendami. To niemal obowiązek, jak chodzenie do szkoły czy zarabianie na życie. Przez budowanie tego typu przekonań, częste kupowanie i regularne wizyty w galeriach handlowych uchodzą za coś normalnego. Fajny sposób na spędzenie wolnego czasu. Może się zdarzyć, że najlepszy…

Ja już tak jednak nie myślę, a Wy?

Jakie macie podejście do przedmiotów i ich ciągłego kupowania? Jakie znaczenie mają w waszym życiu? Czekam na Wasze opinie.

Możecie też przeczytać:

Jak nie kupować ?

Rok bez kupowania – styczeń

Coraz mniej chemii, czyli o życiu bez zupek chińskich

Minimalizm a zwierzęta – mieć czy nie?

Pozdrawiam 🙂

Iwona

Reklamy

10 thoughts on “Ile rzeczy tak naprawdę potrzebujemy?

      1. Zgadza się. Mój tata jest właśnie takim zbieraczem przedmiotów i zawsze wierzy, że kiedyś mu się przydadzą, a prawda jest taka, że leżą latami i nigdy ich nie używa. Ma je dla samego faktu posiadania 😉

        Lubię to

  1. Fakt, że dziś często jest tak, że ludzie kupują tylko po to by się czymś pochwalić albo mieć bo ktoś inny ma… ale ja nie rozumiem jak słabym trzeba być żeby ulec reklamie czegokolwiek… każdy ma swój rozum i wie czego potrzebuje bądź chce sam dla siebie nie dla innych i na ile może sobie pozwolić…

    Lubię to

  2. Najczęściej zaczynamy dowiadywać się jak niewiele nam trzeba w momencie przeprowadzki. Okazuje się, że dźwiganie setek książek, kilka pudeł ciuchów i niezliczoną ilość pamiątek i bibelotów to jest najlepsza lekcja minimalizmu. Posiadanie określonej ilości przedmiotów jest dla mnie bez sensu, bo samo liczenie, narzucanie sobie określonych granic kłóci się dla mnie z ideą minimalizmu, który postrzegam jako wolność i radość.

    Dla mnie takim przykładem co jest potrzebne jest przeprowadzka na drugi koniec świata. Zawsze marzyła mi się Australia albo Nowa Zelandia, ale że to daleko i przesłanie rzeczy kosztowałoby majątek to co bym ze sobą zabrała i wiem, że z moich osobistych przedmiotów byłyby to: ubrania i kosmetyki – jednych i drugich mam niewiele, laptop, tablet i czytnik, czyli praca, muzyka, filmy i książki, już dawno przerzuciłam się na wersje elektroniczne co znacznie przyczyniło się do zwiększenia przestrzeni życiowej i skróciło czas sprzątania domu:)

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s