styl życia

Minimalizm a zwierzęta – mieć czy nie?

Cześć! Witajcie ponownie 🙂

Mam w głowie kilka pomysłów na nowe wpisy, ale stwierdziłam, że dziś może o zwierzętach. Nie mam zamiaru nikogo namawiać do ich posiadania, ratowania itd. Myślę, że stosunek do zwierząt to indywidualna kwestia każdego z nas.

Uważam jednak, że człowiek powinien zrobić wszystko, by żadne zwierzę nie musiało niepotrzebnie i bezzasadnie cierpieć. Kropka. W tej kwestii na tym zakończę, bo temat jest bardzo głęboki, być może kiedyś go rozwinę.

Do rzeczy jednak! Dziś o minimalizmie i zwierzętach.

Na pierwszy rzut oka jedno z drugim się wyklucza, bo myśląc o minimalizmie, wyobrażamy sobie kilka najpotrzebniejszych mebli, trochę ubrań, przedmiotów codziennego użytku, najlepiej pozostających oczywiście poza zasięgiem wzroku. Ten zestaw byłby idelny, gdybyśmy poszerzyli go o listę tylko najważniejszych zajęć, bez zawracania sobie głowy pierdołami, a już na pewno problemami świata, na które nie mamy wpływu. Do tego wszystkiego przydałoby się jeszcze kilkoro wartościowych przyjaciół, którzy nie wysysają z ciebie energii i mają dla ciebie czas, kiedy ich potrzebujesz. Tym sposobem, w kilku zdaniach (może trochę ironicznie) oddałam założenia minimalizmu. I chyba dla wszystkich pozostaje jasne, że zwierzęta do tych wyliczeń za bardzo nie pasują. Nie upraszczają, a często utrudniają życie.

Ale… No właśnie!… Zawsze jest jakieś ALE…

Musicie wiedzieć, że mam dwa koty 🙂

kot-dom-minimalizm-zwierzeta-siersc
Moje duo: Franek i Czesiek

…i wcale nie uważam, by ich posiadanie negatywnie wpływało na mój minimalizm, jego poziom, postrzeganie itd., jeżeli w ogóle można określać to w takich kategoriach. Zakładając, że każdy tworzy sobie swój własny minimalizm oraz że nie ma jednego wzorca minimalizmu odpowiedniego dla wszystkich, to mogę nawet stwierdzić, że moje puchate, tracące sierść kocury w dużym stopniu przyczyniły się do tego, bym miała mniej i świadomie rezygnowała z posiadania.

Jak wszyscy wiemy, koty oprócz tego, że są mięciutkie i puszyste, moim zdaniem również wierne i oddane, to jednak przez cały rok gubią kłęby sierści, lubią sobie drapnąć zgrabny mebel, czasami też najzwyczajniej w świecie po prostu pozbywają się treści żołądka, kiedy coś im nie siądzie lub spożyją za dużo własnych kłaczków podczas mycia futerka. Zapomniałabym – lubią też bawić się w ogrodników, rozkopując ziemię z doniczek, jeśli ma się kwiaty. Ha ha! Same szkody;) I jak tu być minimalistą w takich warunkach?

Zacznę od tego, że chcąc czy nie chcąc, musimy zdać sobie sprawę, iż wszystkie wybryki zwierząt, a na pewno większość to wynik niedopilnowania przez właściciela lub efekt błędów, jakie popełnił. Jeżeli masz zwierzaka i przypuszczasz, że swoimi zwinnymi łapkami może błyskawicznie wykopać twojego ulubionego storczyka z ziemi i połamać mu wszystkie kwiaty, kiedy on akurat znajduje się w pełni kwitnienia, to nie zostawiaj go w jego zasięgu. Myślę, że ten jeden przykład wyjaśnił, co mam na myśli.

Kiedy wady kotów zostały bezwzględnie rozłożone na czynniki pierwsze, teraz pora na ich pozytywny wpływ i nie będę bynajmniej pisać o wartościowych wibracjach, jakie wydają, kiedy mruczą, bo skupiamy się na minimalizmie.

czarny-kot-na-schodach

Zaleta nr 1

Świadomość posiadania kotów sprawiła, że nie zainwestowałam zbyt dużych pieniędzy w meble do mieszkania. Sporo mam takich, które za grosze kupiłam na jarmarku staroci. Im drobne rysy na pewno już nie zaszkodzą.

Zaleta nr 2

Koty skaczą, a oprócz tego są w stanie przemieszczać się i odwiedzać miejsca, na które byśmy nawet nie wpadli, więc uprzątnięte otoczenie z minimalną ilością przedmiotów mogących ulec szybkiemu zniszczeniu jest jak najbardziej wskazane.

Zaleta nr 3

Odpowiednio dobieram materiały. Sto razy zastanawiałam się czy narzuta na łóżko jest wystarczająco śliska i długo szukałam odpowiedniej, do której kocia sierść nie będzie się przyklejać. To samo tyczy się ubrań. Wybieram też jaśniejsze kolory.

Zaleta nr 4

Nie mam firanek w oknach, dywanów na podłodze ani tysięcy mięciutkich poduszek na sofie. Dzięki temu mam mniej sprzątania (prania, wytrzepywania, odkurzania), więcej wolnego czasu i  dziennego światła w mieszkaniu.

Zaleta nr 5

Nie troszczę się tylko o swoje potrzeby, a wydatki związane z posiadaniem zwierząt muszę każdorazowo przewidzieć w co miesięcznym budżecie.

Zaleta nr 6

Używam mniej detergentów i środków silnie perfumowanych. Dzięki temu, że koty nie lubią mocnych, chemicznych zapachów, ograniczyłam zakupy pewnej grupy produktów, a co za tym idzie, pieniądze, których nie wydaję pozostają w moim portfelu.

Te sześć zalet, które wymieniłam powyżej, przyszło mi  do głowy bez konieczności długiego zastanawiania się, co napisać. Może gdybym przygotowywała ten wpis trochę dłużej, to byłoby ich więcej, jednak myślę, że udało mi się udowodnić, że zwierzęta wcale nie przekreślają naszych szans w  dążeniu do minimalizmu, wręcz przeciwnie, mogą wpłynąć na dobre decyzje i super efekt.

Jeśli sami posiadacie zwierzęta (może właściciele psów zechcą się odezwać???) i macie jakieś doświadczenia lub spostrzeżenia w temacie minimalizm a zwierzęta, to chętnie je poznam.

A tak poza tym, to bardzo mi miło, że tu zaglądacie;) Moglibyście w tej chwili robić tysiące innych rzeczy, więc tym bardziej mi miło 🙂

Pozdrawiam Was serdecznie!

Iwona

Reklamy

5 thoughts on “Minimalizm a zwierzęta – mieć czy nie?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s