styl życia

Moja historia „minimalizowania”

Układając w głowie wątki, które chciałabym poruszyć na blogu, w pewnym momencie sama zaczęłam się zastanawiać, jak z tym minimalizmem u mnie było. Kiedy się zaczął, w jakich etapach i sferach życia występował i czy były to ciągłe przemiany w poglądach i mentalności czy tylko chwilowe zrywy?

Minimalizm w portfelu

Analizując ostatnie lata swojego życia z całym przekonaniem mogę powiedzić, że mój minimalizm ku zaskoczeniu (także mojemu) zaczął się … w portfelu, nie w szafie. Wynikał głównie z chęci jak najszybszego zminimalizowania kosztów życia, a właściwie wszelkich nagłych potrzeb, które nie były potrzebami pilnymi czy koniecznymi, a raczej moim widzimisie, bo wiedziałam, że mogę sobie na to pozwolić. Z każdym miesiącem tych zachcianek było coraz więcej. To nowa płyta, książka… jedna, druga, trzecia, to jeszcze bluzka, może spodnie i jeszcze fajne buty wpadły w oko, a że zarobki i limit debetu na koncie na to pozwalały, do całej plejady dochodziło częste jedzenie na mieście, kino, kawy w kawiarni i wiele innych przyjemności. W pewnym momencie okazało się, że zaczęłam pracować po to, by płacić comiesięczne rachunki oraz spłacać debet na koncie.

 

W tamtym czasie studiowałam i za sprawą wykonywania tak zwanych luźnych zawodów (dziennikarstwo, tłumaczenia, kursy) pracowałam w kilku miejscach jednocześnie. Dzięki temu regularne wpływy na koncie pojawiały się u mnie kilka razy w miesiącu, od czasu do czasu dochodziły dodatkowe zlecenia. Sytuacja idealna! Chciałoby się powiedzieć: chwilo trwaj! Ale czy na pewno? Dużo pracując miałam mało czasu dla siebie i innych. Czułam więc potrzebę nagradzania się za podejmowane wysiłki. Wtedy, a miałam jakieś 20-21 lat, o zbawiennej mocy odraczania nagrody nie wiedziałam jeszcze nic. Zawsze jednak ceniłam sobie komfort psychiczny wynikający z nieposiadania długów i wszelkiego rodzaju zaległości finansowych. I chyba właśnie to mnie uratowało, bo kiedy pojawiły się obawy, że mogę nie spiąć miesiąca i płynąć przez to na debecie, dyskomfort psychiczny był tak silny, że pierwsze co zrobiłam, to pozbyłam się możliwości zaciągania długu w banku w tej postaci, całkowicie wyłączajac opcję debetu. Od tamtej pory żyję tylko z tego, co zarobię, a na większe wydatki staram się zawsze odkładać.

moja-historia-minimalizowania

Ta historia jest moim zdaniem pierwszym i najważniejszym krokiem, który przybliżył mnie do minimalizmu. W moim mniemaniu chyba także najbardziej znaczącym.

 

Uporządkowane otoczenie

Inny element mojego dochodzenia do minimalizmu zawarty jest w przekonaniu, że jeśli w naszym otoczeniu panuje bałagan, to nie zrobimy nic wartościowego (nie nauczymy się zadanego materiału, nie przeczytamy książki, nie napiszemy nic na bloga), bo wspomniany bałaban będzie nas po prostu rozpraszać i już. To właściwie nie przekonanie, a fakt. Tylko uporządkowana przestrzeń pozwala się w pełni skupić na tym, co w danej chwili mamy do wykonania. Ile razy próbowałam oszukać mózg, kiedy chcąc zaoszczędzić czas, ignorowałam na przykład brudne naczynia w zlewie i siadałam od razu przed komputerem, biorąc się za tłumaczenie. Niestety wyglądało to tak, że za każdym razem, po kilkunastu minutach pracy wstawałam, bo nie byłam w stanie znieść tej nieuporządkowanej przestrzeni wokół siebie. Później już tego błędu nie popełniałam, bo wiedziałam, jak się to skończy;)

 

moja-historia-minimalizowania

 

Zachęcające, choć nieudane początki minimalizmu w szafie

Szafa i porządki w niej przyszły na samym końcu. W tym momencie muszę przyznać, że minimalizm w szafie zaprowadziłam nie z potrzeby posiadania mniejszej ilości ubrań, a ze względów czysto praktycznych. Zmieniałam na jakiś czas miejsce zamieszkania i najzwyczajniej w świecie zdecydowałam, że wezmę tylko to, co naprawdę lubię, najczęściej noszę i przede wszystkim te rzeczy, które są adekwatne do pory roku. „Nowa”, zminimalizowana garderoba świetnie spełniała swoją rolę. Wszystkie ubrania mogłam ogarnąć wzrokiem, wiedziałam, co gdzie wisi. Wtedy jeszcze ubrania segregowałam według kolorów – białe do białego, czarne z czarnym itd. Mój zachwyt, kiedy otwierałam szafę i widziałam taki kolorystyczny porządek, za każdym razem był ogromny;) Niestety nie trwał też długo. Po jakimś czasie zaczęło się okazywać, że przydałoby się to lub tamto, bo czegoś nie wzięłam, niektóre rzeczy do siebie nie pasują, z kolei to czy tamto nie nadaje się, by pójść w tym do pracy. To wystarczyło, żeby stopniowo zacząć kupować kolejne sztuki odzieży. Znowu dlatego, że mogłam sobie na to pozwolić… co jest dowodem, że lepiej mieć mniej, jak mówi nazwa tego bloga;))) Tworzyłam nowe zestawy, a przestrzeni w szafie, na moje nieszczęście ubywało (również dlatego, że pobyt w nowym miejscu przedłużył się o kolejne miesiące, no i pora roku w międzyczasie też uległa zmianie).

Jak widać moje osiąganie minimalizmu było dość chaotyczne i nie przebiegało jednostajnie. W pewnym sensie było utrwalaniem pewnych nawyków, a później zapominaniem o nich. To jednak tylko niewielki fragment moich doświadczeń, dlatego do historii „minimalizowania” z pewnością wielokrotnie jeszcze wrócę;)

Pozdrawiam Was serdecznie,

Iwona

Zdjęcia pochodzą z pixabay.com

 

 

Reklamy

5 thoughts on “Moja historia „minimalizowania”

  1. Jak zawsze ciekawie 🙂 U mnie minimalizm był trochę koniecznością, ale głównie wynikał z odczucia większego spokoju wewnętrznego. Mniej ciuchów, porządek w szafie czy uporządkowane otoczenie daje mi poczucie swojego rodzaju harmonii i estetyki 🙂
    Pozdrawiam 🙂

    Lubię to

    1. Dokładnie tak! Wszystkie zmiany napędzane chęcią wprowadzenia minimalizmu w życie właśnie do tego zmierzają. To harmonia, spokój i w konsekwencji zadowolenie z życia bez zbędnego pędu i walki o to wszystko, co tak naprawdę zbędne. Po raz kolejny dziękuję za komentarz 😉

      Polubione przez 1 osoba

  2. Ja miałam podobnie – zaczęłam od tego, że najzwyczajniej w świecie było mi szkoda pieniędzy na nowe ubrania, a stare prawie wypadały z szafy. Zrobiłam więc porządki i tu i tu – i do dzisiaj trzymam się minimalistycznego podejścia w tych kwestiach 🙂 Pozdrawiam!

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s